Nadszedł czas na zmiany

Pisałem kiedyś, że waham się nad wyjazdem za granicę. Doszło do tego, że przestałem się wahać, choć nie powiem, że się nie boję. Podjęliśmy z żoną decyzję – spieprzamy stąd! Czujemy, że w końcu nadszedł czas na zmiany.  Nie chodzi o ustrój polityczny, bo i tak jest lepiej niż jak u władzy była Platforma. Nie chodzi o polskie społeczeństwo gdyż to już nie Ci sami ludzie co kilkanaście lat temu. Starsze zacietrzewione pokolenia, albo wymarły, albo już umierają. Choć sporo jeszcze na wysokich stołkach starych pacanów co pracę dostali po znajomości, przez co młodzi, zdolni i ambitni tkwią za gorsze na podrzędnych stanowiskach wykonując w dodatku robotę za tych pacanów.

Powód jest prosty

Łatwo było wywnioskować czytając moje poprzednie wpisy, że wkurwia mnie życie tutaj z powodów zarobkowych. Wiem jest w sporo roboty, ale mieszkam na zadupiu i płacą tu jak za pracę na zadupiu. Wiem też, że powiesz mi, abym wyjechał do większego miasta, tam czekają na mnie większe zarobki. Widziałem już takie komentarze w necie, a najzabawniejsze były te, w których wypowiadali się informatycy. Ile to oni zarabiają i jak łatwo jest o zajebistą pracę, a w ogóle to można w domu pracować. Ciśnie się wtedy tylko na usta NIE KAŻDY JEST KURWA INFORMATYKIEM. Nie każdy ma takie zdolności. Wracając do wyjazdu do większego miasta to ile mi dadzą? Wykształcenie wyższe z dziedziny ochrony środowiska, 6 letnie doświadczenie zawodowe w branży. Wiedza natomiast, przekraczająca doświadczenie zawodowe. Dadzą mi 3 klocki, albo 4 za ileś tam lat. Po opłacie rachunków i wydatkach na przysłowiowy chleb ile może mi zostać? Dajmy, że 500 zł. Chciałbym mieć swój dom, może być w szeregówce, może być nawet jakieś mieszkanie, tylko większe, takie dla 5 osobowej rodziny. Koszt w stanie deweloperskim – ok. 400 000,00 zł. To ile trzeba odkładać?

Prosty rachunek

Mam 500 zł na miesiąc oszczędności pracując w innym mieście. Załóżmy, że żona również odłożyłaby 500 zł. Razem mamy tysiąc złotych i jedno marzenie. Razem mamy 35 lat słodkiego zapierdolu i gorzkiego zaciskania pasa. Należałoby dodać jeszcze klika lat na wprowadzenie się (drzwi, malowanie, podłogi, meble…). Byłbym już grubo po 60, a wtedy nie będę potrzebował większego domu czy mieszkania ponieważ dzieci już dawno pójdą w swoją stronę. Kredyt ciśnie się na usta. To również ponad 30 lat spłacania, a w między czasie wypadałoby dzieciom coś dać, kiedy już będą wkraczać w dorosłe życie. Przecież chciałbym żeby miały lepsze perspektywy, nie musiały zaczynać od zera. Dlatego nastał czas by szukać lepszego życia w innym kraju.

Eurosieroty, rozstanie… to nie wchodzi w grę

Założenie jest proste – jadę na chwile ja, później ściągam resztę domowej ekipy. Oboje z żoną nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. Ja w dodatku nie wyobrażam sobie rozłąki z dzieciaczkami. Wiem, że szybciej zarobiłbym przyzwoite pieniądze, gdyby oni zostali tutaj, ale rodzina jest ważniejsza. Tak naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy żyją na dwa życia. Domyślam się, że jest im trudno, lecz zastanówcie się jakie to za sobą efekty niesie. Mam wujków, kuzynów i znajomych za granicą. Spora część z nich ma swoje rodziny. Rodziny pozostawione tutaj. Początkowo dzieci płakały jak tatusiowie wyjeżdżali teraz jak tatusiowie wracają to pytają kiedy już pojadą. Przecież ten facet (ojciec) zaburza im ich rytm codziennego życia. Przyjeżdża, wymądrza się, próbuje wprowadzić jakieś nowe zasady… Szkoda gadać. Żony wcale nie są lepsze. Przyzwyczajone do malowania paznokci przed obiadem nie chcą spędzać inaczej czasu.

Powrót

Nie wiemy jak będzie. Czy się tam odnajdziemy? Nie będzie lekko, zdajemy sobie z tego sprawę, mimo wszystko chcemy spróbować. Z jednej strony chcielibyśmy kiedyś wrócić, przecież mamy tu rodziny, znajomych… z drugiej zaś do czego tu wracać? Zarobki w tych kilka lat nie wzrosną do satysfakcjonującego poziomu. Pewnie nic się tu nie zmieni prócz nowych podatków.

Cholera, jeszcze nie wyjechałem, a już myślę o powrocie…