Syndrom jedynaka

Syndrom jedynaka

Wymyśliłem go sobie sam. Nie wiem czy wpisując to hasło w Google nie znajdziecie czegoś ciekawego na Wikipedii. Dobra poczekajcie chwilę, sprawdzę to za was… WOW! Jest coś takiego! Co prawda pierwszym wpisem nie był artykuł z Wikipedii lecz z jakiejś podrzędnej strony internetowej, ale sądząc po ilości znalezionych wyników przez wyszukiwarkę domyślam się, że faktycznie takie zjawisko istnieje. Z ciekawości na szybkiego przeczytałem czym jest syndrom jedynaka wg. informacji tam zawartych.

Czym jest syndrom jedynaka wg. „naukowców”?

Podobno, syndrom jedynaka polega na egoistycznym i roszczeniowym zachowaniu niewielkiego odsetka ludzi na ziemi, a co najciekawsze osoba dotknięta syndromem jedynaka wcale nie musi być jedynakiem – czyli wychowywać się bez rodzeństwa. W takim razie może powinni to nazwać inaczej skoro to nie dotyczy wyłącznie jedynaków? Może syndrom samouwielbienia czy coś…

Wracając jednak do tematu, napisali tam również, że polecają jak Kasia gotuje, a nie to reklama w środku tekstu była. Więc po reklamie z automatycznym wideo z dźwiękiem, co podobno jest niedozwolone i obudziło mi dzieci, napisali, a właściwie napisała jakaś babka, że osoby dotknięte syndromem jedynaka są opryskliwe oraz są samotnikami i nie lubią towarzystwa. Dodała jeszcze, że syndrom objawia się chęcią przebywania w centrum uwagi i jeśli osoby dotknięte tym nieszczęsnym syndromem nie otrzymają jej dostatecznie dużo, potrafią urazić osoby, które je zlekceważyły.

Trochę zaczęło mi się kłócić jedno z drugim, bo jak można być samotnikiem i chcieć być zawsze w centrum uwagi? To jak chcieć zakładać rodzinę i się zabezpieczać przy stosunku. W takim razie powiem wam jak to u mnie się objawia – taki mój wymyślony syndrom jedynaka.

Jestem jedynakiem

Coś w stylu „Jestem legendą”. Pamiętacie, facet jest sam reszta świata to jakieś zombie, gada sam ze sobą ( trochę też z psem, ale na jedno wychodzi), aż w końcu kogoś spotyka (wiadomo jakąś dupę, jak to we wszystkich amerykańskich filmach) i facet zaczyna normalnieć. To trochę jak w moim życiu, zawsze byłem sam. Tak miałem rodziców nie jestem z domu dziecka, ale byłem samotny, o! Jak byłem mały mama spierniczyła za polską granicę, bo miała dość pijaka, szkoda tylko, że o mnie nie pomyślała. Wróciła po jakimś czasie i potem znowu pojechała. A później pojechał ojciec i tak dalej… Kiedy nie było mamy ojciec pił jak zwykle, nie było z kim pogadać, bo nie miałem rodzeństwa. Babciom wujkom i kuzynom zawsze wstydziłem się przyznać, że jest mi ciężko i co się w ogóle dzieje. Tak przez lata żyłem sobie sam, rosnąc jako psychopata bez wzorców do naśladowania.

Po czasie znalazłem kolegów z którymi mogłem się dobrze zabawić, mogłem też pogadać, ale nigdy nie pogadałem – woleliśmy się pobawić. Lataliśmy po imprezach, lataliśmy po monopolowych, lataliśmy po dilerach. A ja później wracałem do domu i wracała moja samotność  i wcale nie chciałem pamiętać o tych zdarzeniach z ubiegłej nocy. Później znowu latałem i znowu nie chciałem. Dalej rosłem jako psychopata bez wzorców do naśladowania. I jak to w filmie bywa, poznałem kogoś przez przypadek – kobietę, która postanowiła z debila zrobić człowieka… i tak dalej i tak dalej…

Kiedy dziś myślę o swoim życiu to zastanawiam się, czy gdybym miał siostrę, brata, to czy byłoby mi łatwiej to wszystko znieść? Czy nie zrobiłbym tylu głupich rzeczy i czy byłbym normalny? Nie miałem nikogo bliskiego, przez co w myślach gadałem sam ze sobą i tak mi pozostało do dziś. Wygaduje się sam do siebie przez co z ludźmi nie chce mi się już rozmawiać. To tak jak opowiadanie dwa razy tej samej historii – za pierwszym razem była ciekawa, śmieszna i w ogóle, ale opowiadając ją już drugi raz wydaje się, że jest bez sensu.

Zawsze mi Ciebie brakowało

Nie mówię tu do swojego nieistniejącego rodzeństwa, lecz do mojej żony. Odkąd cię poznałem wiem, że mam kogoś z kim zawszę mogę porozmawiać. Nie ważne o czym. Wiem, że zawsze mnie wysłuchasz i odpowiesz. Nie czuję już samotności. Choć czasem wkurwiam Cię tak, że masz ochotę mnie zabić, to kochasz mnie tak, że dałabyś się za mnie zabić.

Dobra koniec tego pitu,  pitu, jedziemy dalej z analizą przedmiotowego problemu wynikającego z braku rodzeństwa.

Samolub, egocentryk, cham i prostak

Niestety, do samolubstwa i egocentryzmu doszło mi chamstwo i prostactwo i może jeszcze kilka inwektyw by się znalazło, ale co się będę sam obrażał.  Odkąd pamiętam chciałem sam dla siebie jak najlepiej – no bo, czemu miałbym mieć gorzej od innych? Uważałem, że skoro urodziłem się tylko raz i przeżyję życie tylko raz – to co mnie obchodzą inni? Minęło prawie 30 lat zanim zrozumiałem, że wszyscy tu razem żyjemy i każdy chce być szczęśliwy.

Chyba już o tym pisałem, ale nie chce mi się sprawdzać – mam trójkę dzieci. Patrząc na ich zachowanie dostrzegam, że każde moje dziecko jest samolubne i egocentryczne pomimo, iż mają siebie nawzajem. Są zazdrosne choćby o zabawki i każde dziecko chciałoby, żeby uwaga rodziców była skupiona wyłącznie na nim. Wnioskując – rodzimy się z tym. Skoro istnieją na tym świecie ludzie, którzy dobro innych przedkładają ponad własne, to znaczy, że z czasem zanika w nich wielokrotnie już wspomniany syndrom jedynaka.

Co przyczynia się do tego, że przestajemy zwracać uwagę tylko na siebie? Uważam, że miłość. Skoro ona potrafiła zmienić mnie to pewnie taka miłość wzajemna rodzeństwa powoduje, że dzieci wyrastają z samolubstwa i egocentryzmu, dzielą ze sobą wszystko co mają, włącznie z problemami i smutkami.

Od siebie zaczynam zmieniać świat

Podobno jeśli chce się coś zmienić, to trzeba zacząć od siebie. Rodzeństwa sobie sam nie zrobię więc wpadłem na pomysł, że będę miał więcej niż jedno dziecko. Swoją drogą koleżanka z pracy po narodzinach mojego pierwszego dziecka powiedziała mi, że jedynaki zawsze mają dużo dzieci. Nie wiem,  nie znam innych jedynaków, ale wykrakała mi.

Kiedy patrzę na te moje maleństwa jestem szczęśliwy, że zawsze będą razem, zawsze będą mieli siebie. Niewielka różnica wieku z pewnością pozytywnie wpłynie na ich dalsze relacje, a różnorodność charakterów (co już jest zauważalne) pomoże im w akceptacji innych osób.  Nie jestem psychologiem, ale tak mi się po prostu wydaje.

Wyciągając wnioski z mojego życia będę im pomagał, by miały lepsze życie, a jeśli zabraknie kiedyś mnie czy ich mamy, to wiem, że nie będą samotne.